|
|
|
|
|
...suche lata dla bloga. Pisać mam o czym, ale nie czuję potrzeby. Te nasze blogowe tożsamości są trochę na pokaz, trochę nie jak my, choć wydawać by się mogło, że powinny być pamiętnikowe, czyli prawdziwsze, ale nie.
W ramach refleksji nad wałkowanym przeze mnie niegdyś tematem, czy lepiej nie wiedzieć, czego się chce, czy też wiedzieć, ale nie móc tego osiągnąć, muszę przyznać, że autoobserwacje prowadzą mnie do wniosku, że w moim przypadku, nie ma żadnej różnicy. Zarówno niewiedząc, jak i wiedząc w ów tragiczny sposób, zachowuję się równie słabo. Ostatnie 2 tygodnie mniej więcej były koszmarnym tego dowodem. Otóż moje życie składa się,w uproszczeniu, z 3 typów okresów: takiego, w którym mam prawdziwe problemy, takiego, w którym problemy sobie wymyślam, oraz takiego, kiedy jakimś cudem zapomniałam sobie wymyślić problemu, a prawdziwych brak. Ostatnie 2 tygodnie były mieszanką typów 1. i 2., przy czym cykl typu trwał zwykle 1 dzień, a były i takie dni, kiedy oba typy istniały równolegle. A co ja na to? A ja jak zwykle świetna w podejmowaniu męskich decyzji każdy dzień kończyłam przed Animal Planet oglądając skaczące po lianach małpy albo słuchając Depeche Mode, ciesząc się, że ktoś ma gorzej. Tymczasowo jestem w okresie 3. Rzadka to okazja, ale celebracji nie będzie, chyba, że ktoś pokaże mi bilety na tygodniowy wyjazd na Hawaje. Zmiana klimatu by my się przydała. Nie chodzi o niewdzięczność, bo przez te zawszone 2 tygodnie pomocy ze strony tych najkochańszych mi nie brakowało, ale chciałabym sobie przypomnieć jakieś ludzkie odruchy, jak to jest za kimś tęsknić, jak to jest skakać z radości na czyjś widok, jak to jest nie móc się nagadać. Chciałabym móc wyjechać, a potem wrócić, postawić walizki, poczuć się jak w domu, położyć się do swojego łóżka z błogim uśmiechem, a potem zobaczyć wszystkich i zauważyć w nich coś nowego. Ale siedzenie przed kompem nie pomoże mi w niczym, więc póki co ogłaszam przerwę, bo tak jak Miller "nigdy nie mówię nigdy", zatem nie piszę "żegnam", tylko "do usłyszenia", pozdrawiam. Marta 2007-12-03 21:22:11
skomentuj (19) ...w strony rodzinne, zwłaszcza w tak sentymentalne pory roku jak wiosna czy jesień, nastrajają mnie melancholijnie i robię rzeczy tak dziwne jak spacery na Starodęby żeby pokopać sterty liści albo rąbię drewno do kominka [yes! tymi rękami wątłemi!], przy którym siedzę z książką i herbatą. Fakt niedawnego picia po 24tej nie wchodzi do pola Dom w Milano ;)
Ktoś powiedział, bardzo trafnie, że nie znamy własnych rodziców z okresu, w którym byli najfajniejsi- czyli w ich młodości, kiedy się poznawali, kiedy byli młodzi i robili różne głupstwa, kiedy chodzili na randki albo do kina ze znajomymi. Jak babcia rozkłada przede mną zdjęcia sprzed ho ho, i jak widzę ojca czarno-białego w dzwonach i potem na żywo w szpakowatych włosach, to mam wrażenie, że to są dwie różne osoby. Ale kiedy potem idziemy z psem na spacer, rzucamy się liśćmi, jemy pikle i pijemy wino z Węgier to tamto wrażenie znika i na dobrą sprawę mógłby to wszystko robić z powrotem w dzwonach. Jestem daddy's girl forever. Wszystkich Świętych i Zaduszki jak zwykle miłe, obiady, kuzyni (to ja mam takich kuzynów? ;)), spacery, zaproszenia, etc. Z roku na rok na cmentarzu przy pomniku poległych żołnierzy coraz więcej światełek, to ładne. Całusy z Milano. Marta 2007-11-02 22:52:31
skomentuj (3) ...o 10tej zamiast przewracać się z boku na bok będę po trzymiesięcznej przerwie siedzieć na IS. Nie ukrywam, że mam lepsze pomysły na spędzenie jutrzejszego dnia, bo za kochaną uczelnią szczególnie nie tęsknię, za wnętrzami w stylu trash vintage zwłaszcza. Także usosowy problem muszę rozwiązać, ale słabo to wygląda.
Dziwnie się to wszystko ostatnio dzieje. Jak dobrze mieć przy sobie ludzi. Jak dobrze, że nigdy nie wiemy o nich wszystkiego. Że kiedy wyjeżdżają, jest mi smutno, kiedy jedzą ze mną o 4 rano kebab to jest mi błogo, i kiedy się mną opiekują, jestem najwdzięczniejsza na świecie. Żadna to odkrywcza myśl, ale kiedy pomyślę o ostatnim tygodniu, to nie mogę się nadziwić, ile się działo i ile to wszystko mówi o mnie. Wszystko na bok. O Llosie będzie następnym razem. Marta 2007-10-01 22:35:02
skomentuj (5) W odpowiedzi na Tomkowy apel pragnę zapewnić, że żyję, a moja długa nieobecność spowodowana jest tym, że czytając większość dotychczasowych blogowych mych dokonań doszłam do wniosku, że opisy miejsc i czynności już mi się nieco znudziły, toteż niczym w przygasłym romansie podsycam uczucie blogowe czasową alienacją.
Od powrotu z Coke'a walczę z nogą, z pracą, z czasem, z niemieckim, z niechęcią wobec nadchodzącego roku akademickiego. Jak na jedną małą wojenkę to całkiem sporo, sami rozumiecie, że pisanie w tych warunkach nie jest zbytnio korzystne. Chwała Bogu, że weltschmerz przez wakacje nie nadchodził i z perspektywy czasu, przed ostatnim berlińskim wyjazdem wieńczącym moje pierwsze w życiu takie muzyczne wakacje, oceniam je jako świetne i natchniona ową radosną myślą powracam do smętnej niemieckojęzycznej rzeczywistości podręcznika. Do usłyszenia. Marta 2007-09-13 10:16:31
skomentuj (0) ...wyjeżdżam do Budapesztu. Jak pisałam niezliczoną ilośc razy, kocham to miasto. Zgodnie z bbc weather niestety trafiamy z Agą w sam środek temperaturowego piekła, ale przynajmniej nagrzejemy się porządnie i opalimy i pokąpiemy w odkrytych basenach :)
Wybaczcie długą nieobecność. Uwielbiam wakacje, czytam zaległe książki, oglądam zaległe filmy i spędzam miłe wieczory i popołudnia. Nic nadzwyczajnego, ale jakże miło nie musieć wertować stert bzdur w rodzaju psychologii społecznej tylko móc sobie wybrać. Za mną wyjazd na Mazury z Martą i Miśkami, short but sweet, oby więcej takich, bo było naprawdę wspaniale. Potem pojechałam do Płocka na Audioriver i też mi się podobało, jestem pod wrażeniem jak im się udało to zorganizować, zaprosić takich artystów, i to za darmo dla festiwalowiczów. W przyszłym roku trzeba już będzie zapłacić, bo podobno miasto średnio wywiązało się z początkowych obietnic i dofinansowanie było o wiele mniejsze niż miało być. Poza tym moja potrzeba pisania bloga znacznie się zmniejszyła. Stąd jak mam inne rzeczy do roboty, to się blogiem w ogóle nie zajmuję. Ale napiszę po powrocie z wrażeniami i może paroma fotkami jak się Tomuś zlituje nade mną. Odpoczywajcie, całusy. Marta 2007-08-12 17:07:32
skomentuj (6) ...update. Dziwna atmosfera, nie przepadam za testami na cierpliwość.
Z rzeczy niewątpliwie przyjemnych, udało mi się zaklepać wyjazd do mojego ukochanego Budapesztu. Więc jadę, oby w sierpniu było tam ładnie, bo chcę zobaczyć te cudowne miejsca wszystkie jeszcze raz. I na The Killers może z okazji Szigetu się wybiorę :) Tydzień niewątpliwie licealny to był: najpierw spotkanie z Martą (i uroczy spacer), potem niespodziankowe urodziny Misia, następnie w Milano obiad z Lisikiem. Wczoraj z Misiem pojechaliśmy do Marty oglądać filmy, z czego udało nam się obejrzeć tylko Inside Mana, ale za to porozmawialiśmy sobie, a przy okazji wypiliśmy to, co Marta miała w lodówce :) Liczę też na mój imieninowy wypad na Hel, w moim supermegawypasionym namiocie :P Dostałam się też na hungarystykę, ale z racji logistyki musi poczekać rok. Jakaś, za przeproszeniem, zjebana ta notka, ale oddaje mój nastrój ostatnio, niestety. Marta 2007-07-18 14:00:30
skomentuj (5) ...nad antropologią drugi raz w tym tygodniu. Potem sondaż, niesondaż, wts i chyba zakończę tę sesję, jak mawiał ukochany mój polonista,ryjem pod choinką.
Ominął mnie Bloomsday nawet, nie fizycznie, bo zawsze do tej pory mnie omijał, ale mentalnie, jakoś tak świętokradczo minął, choć Ulisses ratuje mnie ostatnio jak mało co, kiedy na zawalonym papierami biurku przeżywam moją gehennę. Niestety, ci mniej zdolni tak już mają, więc nie o wiedzę się modlę, tylko o zdolności. Byle do Openera. Jakoś tak w nieładzie to wszystko. Choć z tego chaosu i pozytywy są- jedna sztuka skończona, drugiej zarys już mam. Ładnie i szkoda jednocześnie, tego nieładu. I niezmiennie padam do stóp Tomkowi, nawet kiedy dopiero wychodzi z kina :) p.s. I właśnie się zorientowałam, że to już piąty czerwiec d-d-i-d. Też mnie to ominęło :) Marta 2007-06-21 00:06:00
skomentuj (3) ...chwila oddechu między zaliczeniami (poza niewiadomą psychologią wszystko z happy enem) a egzaminami zaczęła się właśnie dziś, kiedy to prof. W. powiedział, że napisałam dobrą "pracę" na temat funkcji i instytucji rynku kapitałowego, co jest bardzo zabawne, zwłaszcza, że pisząc to kolokwium przez 5 minut usiłowałam sobie w stresie przypomnieć czym do cholery jest ten rynek kapitałowy.
Co poza tym. Rower z Tomkiem (plus niespodziewany lunch :)), z którym tak dawno dawno się nie widziałam. Godziny czystej rozrywki z Martą w Vinylu i okolicach. Leniwe pogawędki w parku Prusa. Dostojewski (za "O literaturze i sztuce" biję mu pokłony!) i Ruff (O ile dzieła biograficzne zazwyczaj mnie nie intresują, o tyle fascynację Baudelairem widać tu na każdej stronie, i dopada mnie chęć powrotu do Sztuki Romantycznej, którą kiedyś w przypływie mądrości kupiłam). Poza tym usiłuję zrozumieć, czym kierował się mój ulubiony minister Roman, tworząc nową listę lektur. Po pierwsze, wtf jest źle z Krall i Grudzińskim? Jak można omawiać romantyzm bez Goethego? (moim zdaniem bez Schillera też się nie da, ale jego i tak nie ma w programie obowiązkowym) Kim u licha jest Dobraczyński, jak się okazało, wielki pisarz? Dlaczego nie ma żadnego całego dzieła Gombrowicza i Witkiewicza? Albo ministerstwo ma takie zaufanie do uczniów, że zakłada, iż fragmenty dadzą im rozeznanie w literaturze i jej nurtach, albo, że pocięcie "Ferdydurke" korzystnie wpłynie na IQ polskiej młodzieży patriotycznej. W liceum na polskim zazwyczaj nie trzeba się ani wysilać, ani za dużo myśleć, ani za dużo czytać. Problem w tym, że zamiast ten program ulepszać, rozszerzać czy modyfikować, po prostu idzie się po najmniejszej, i do tego niestety nie "obiektywnie najlepszej", linii oporu. To nie chodzi o to, jakie książeczki sobie poczytamy, albo nie. Bo chętni i tak się znajdą na Rollanda i Turgieniewa. Chodzi o to, że dobre książki naprawdę (ja w to wierzę)poszerzają horyzonty, uczą nowej wrażliwości, pokazują wielowymiarowość świata, zmieniają rolę słowa jako schematu w słowo jako rzeczywistość. Nie mogę zrozumieć, dlaczego tak niechętnie ministerstwo korzysta z tych wszystkich dobrodziejstw. Marta 2007-06-06 22:09:49
skomentuj (6)
|
|
de-die-in-diem blog qui hic minxerit aut cacaverid, habeat deos superos et inferos iratos, czyli księga gości: blog.pl Moje Milano Moja Szkoła IS James Joyce Musaade R.E.M. Inne Kino Miasto Teatr *** Urban Lifestyle & Fashion Contest Arena Allegro w wersji hardcore Komunikacja Autobusy i Tramwaje Blogi Tomasz ...I Po Krzyku JaKuBaSiAk Inny Wymiar Lilarose Cyborg z Krakowa Kuzynka Grapasa Ikea Arietta Labadek Joasia Tellur Lista Zakupów Roxi Suck it baby Ekstremalnie... Archiwum 2007 Wrzesień Sierpień Lipiec Czerwiec Maj Kwiecień Marzec Luty Styczeń 2006 Grudzień Listopad Październik Wrzesień Sierpień Lipiec Czerwiec Maj Kwiecień Marzec Luty Styczeń 2005 Grudzień Listopad Październik Wrzesień Sierpień Lipiec Czerwiec Maj Kwiecień Marzec Luty Styczeń 2004 Grudzień Listopad Październik Wrzesień Sierpień Lipiec Czerwiec Maj Kwiecień Marzec Luty Styczeń 2003 Grudzień Listopad Październik Wrzesień Sierpień Lipiec Czerwiec |